Z czystej ciekawości zamówiłam sobie w sklepie ZieloneKoty.pl nowość od Tima Holtza, tusz Distress Oxide. Nie nastawiałam się specjalnie na żadne fajerwerki, a okazało się, że niesłusznie! Bo Oxide jednak różni się od zwykłych Distressów, rozciera się o wiele płynniej, bardziej miękko, przepięknie, zupełnie jak moje ukochane Gelatosy - zakochałam się od pierwszego użycia. Pierwsze użycie było w art journalu i zrobiłam taką stronkę (to żółte to właśnie Distress Oxide):

Postać

Materiałoznawstwo we wpisie na blogu Zielonych Kotów :)

Leave a Reply