Po pierwsze zrobiłam notes dla siebie, żeby zapisywać to, o czym zapominam, żeby już nie zapominać. Ponieważ jest dla mnie, więc jest taki, jak lubię – PUSTY. Tadam, kwintesencja Toresowości:
Po drugie jakaś klapka mi się w głowie otworzyła i zabrałam się za moje tak zwane art-journale. Jeden malutki (10×8 cm) uzupełniam wpisami wielkości ATC albo zbliżonymi; tym razem dwie nowe strony:
Drugi ciut większy, na bazie zakupionej od Drychy (KLIK, bo jeszcze ma!), pomysły mi się lęgną jak mole w szafie, na razie tylko trzy obrazki, bo nie mam czasu tworzyć!
Takie moje. Po prostu je sobie zrobiłam i już. Bo tak lubię.
Z rzeczy, które mniej lubię, to kupiłam sobie wreszcie sukienkę na ślub brata (znaczy brata lubię bardzo, tylko kupowanie sukienek na ślub jakby mniej). Koralową. Krótką. Z kokardą na biuście. Ale przynajmniej dobrze leży.
Przy okazji wizytowania sklepów z elegancką odzieżą (mama mnie wpychała siłą do kolejnych i kazała mierzyć, co było, sama bym pewnie nie weszła) odkryłam kosmiczną różnicę stopnia zaangażowania w pracę pomiędzy panią sklepową pracującą _u_kogoś_, a panią sklepową pracującą na swoim. U pierwszej szczyt wysiłku to było wyemitowanie pytania “Czy można w czymś pomóc?” po czym nadal tkwienie w bezruchu przy ladzie. U drugiej, która zgarnęła mnie sprzed sklepu, bo się przyglądałam wystawie, nie tylko dostałam z miejsca 10 kiecek do przymierzenia, w czterech różnych rozmiarach (“Ale ja przyniosę 38, bo pani się na pewno zmieści!”), to jeszcze moje dziecko było zabawiane, sadzane na biurku i obdarowywane pudełeczkami, a ja dowiedziałam się, że jestem szczupła, zgrabna, fantastycznie leży ta sukienka i genialnie mi w tym kolorze.
I naprawdę się zmieściłam…
Jezu, Toresku, gratuluję rozmiaru!!! Super!
Ja też już bliziutko tego rozmiaru jestem :)Rób sobie fotki, ja mam zamiar 

Okładka notesu, z tym wszystkim co na niej jest i czego nie ma, bardzo mi się podoba:) Ta pomazana na zielona strona też bardzo, ale ostatnia to koncert
Nimucha
July 14th, 2011
Ostatnio jak próbowalam zostawić komentarz, to mi nie bardzo wyszło- myślałam, że sie ostał a jednak chyba cos przegapiłam. No, ale do rzeczy… Toresowość jest bardzo mrouhcząca- wciąż ze sobą walczę, żeby swój styl wzbogacać, ale taka “pustka” chwyta mnie za serce z miejsca. Taki zapisownik mogłabym sobie sama zrobić.
Poza tym natchnęłaś mnie do zrobienia sobie… MAŁEGO artjournala:-) czemu ja wcześniej nie pomyślałam o tym?:-) wpis chaotyczny jest cudowny, i ćwirkowy w swojej prostocie też. A ten ostatni chyba ma całkiem sporo wspólnego ze sprawą sukienki, hmmm…
Alem się nagadała:-)
Mrouh
July 14th, 2011
To ja dla odmiany krótko – zgadzam się z każdym słowem tam wyżej
uhk
July 15th, 2011
Jak się teraz zastanowiłam, to stwierdziłam, że jak kiedyś miałam problem, żeby na pracy nie było za mało, tak teraz praktycznie w ogóle mi się to nie zdarza- kwestia: udało mi się nauczyć robić tak jak chcę i podnieść poziom czy po prostu więcej materiałów do tworzenia?:D
A wracając do tematu- wszystkie prace super, a szczególnie podobają mi się różowe…(chciałam napisać ATC:P) różowy malutki wpis do journala i ostatni do dużego- świetne! Poza tym bardzo lubię jak piszesz
lara
July 15th, 2011
Cudne prace, dla mnie najciekawszy wpis chaotyczny i duchowo-cielesna strona. Gratuluję rozmiaru i udanych zakupów!
IWA
July 15th, 2011
Ach, one są piękne, wszystkie wpisy!!!
maj
July 15th, 2011
świetne te journale, szczególnie ‘chaos’ do mnie przemawia. nie wiem czemu
Lejdi
July 20th, 2011