Przez ponad 10 lat miałam swoje miejsce w maleńkim, ale jednak osobnym pokoiku. Nachomikowałam tam naprawdę masę rzeczy. TUTAJ można obejrzeć zdjęcia pracowni sprzed 7 lat, rzut ogólny na zdjęciu poniżej:

Stan pracowni na rok 2012.

Od tego czasu dozbierało się jeszcze więcej, na miejsce czerwonego dziecięcego stolika wjechały dwie dodatkowe szafki, wózek na kółkach z ikei i duży karton z papierami. Nie zrobiłam niestety zdjęcia całości, ale fotka z jesieni, z psem pilnującym świnki morskiej, daje pewne pojęcie o stanie zagracenia:

Tylko dziada z babą brak.

I tak tam sobie kitrałam po kątach różne skarby i pudełka, aż w tym roku zaszła konieczność przeniesienia moich przydasi na nowe miejsce, wydzielone z pokoju dziennego, więc siłą rzeczy znacznie mniejsze. Bo musiałam oddać pokój dziecku, wiadomo. Zmusiło mnie to do dokonania drastycznego przeglądu i segregacji posiadanych skarbów.  Pierwsza selekcja odbywała się przy wynoszeniu rzeczy z dotychczasowego pokoju, i wyglądało to mniej więcej tak:

Nigdy tego nie ogarnę.

Ile ja rzeczy wyrzuciłam! Ile oddałam! A i tak potem trzeba było dokonać drugiej selekcji przy układaniu rzeczy w nowych komodach, bo okazało się, co przepowiadał mój mąż, a ja nie wierzyłam, że jednak to wszystko mi się tam nie zmieści!!! Dramatyczne chwile, naprawdę. W ogóle ja sama miałam jakiś taki mętny plan, że może część tych mebli ze starej pracowni się przestawi do drugiego pokoju, dołoży się tam biurko po Hance i jakoś to będzie… Na szczęście mój mąż nie ograniczył się do przepowiadania, ale wziął sprawy w swoje ręce, zrobił research, wybrał mi meble, lampki, zamówił, poskładał, dokupił do tego monitor i komputer, zamontował… I teraz to dopiero mam pięknie! <3

Większe zdjęcie TUTAJ.
Większe zdjęcie TUTAJ. I tak, nadal siedzę na klękosiadzie.

Mam taki przepiękny kącik, z całkiem nowymi meblami _specjalnie_dla_mnie_! Wszystko pod ręką, wszystko uporządkowane! A tuż obok mam stół, rozkładany (widać kawałek na pierwszym zdjęciu), dzięki czemu mogę zaprosić koleżanki na scrapowanko, i nie będę musiała niczego daleko nosić. Ewentualnie mogę też po prostu sobie rozszerzyć przestrzeń roboczą w razie potrzeby, bardzo wygodna sprawa.

Wystawka. Większa fotka TUTAJ.

Nie będę ściemniać – i tak nie wszystko się zmieściło. Wszystkie albumy ze scrapami stoją w sypialni, mini albumy i rozmaite drobniejsze prace wsadziłam na pawlacz, farby, pędzle, pisaki oraz gotowe bazy, drewniane ramki i inne drewienka znalazły miejsce w pokoju Zuzki, bo ma teraz sama całkiem duży pokój, a poza tym – używa farb i pisaków. Ale muszę też przyznać, że po prawie 15 latach scrapowania mam już niejakie pojęcie o tym, czego potrzebuję, czego używam, a czego nie – i np. wiem, że tak naprawdę nikt nie potrzebuje czterech segregatorów stempli… Aczkolwiek nie dotarłam jeszcze do granicy w przypadku naklejek.

Bardzo jest mi przyjemnie w mojej nowej pracowni, a jeśli ktoś chciałby wiedzieć, co mam pochowane w tych wszystkich szufladach i pudełkach, to na Blogu Kreatywnym właśnie pojawił się mój post o przechowywaniu (w ramach większego cyklu o pracowniach projektantek). Jest tam potwornie dużo zdjęć i wszystko można dokładnie obejrzeć, zapraszam serdecznie 🙂

Bardzo stara i wciąż prawdziwa zawieszka.

A gdybyście miały/mieli jakieś pytania, to zapraszam, można pytać 🙂

Tores-

Już robiłam LO z tym zdjęciem, ale to jest jeden z moich ulubionych tematów, no i zdjęcie fajne, więc co sobie będę żałować. Znowu książki.

Większa wersja TUTAJ.

Na papierze i dodatkach też literki.

Oraz informuję albo przypominam tym, co wiedzą ale zapomnieli, że na grupie ScrapElektrownia w sobotę odbędzie się Powakacyjna Twórcza Rozgrzewka, czyli skrapowe zabawy i wyzwania, na które serdecznie zapraszamy. Warto przygotować odbitki! Tym razem bez nagród, ale jak zawsze z pasją 🙂 A w TYM poście na ScrapElektrowni znajdziecie informacje, co jeszcze planujemy kreatywnego na ten rok 😉

Dosyć jesienne ATC

2019-09-01

Zrobiłam ostatnio kilka ATC, na różne tematy, ale wszystkie wyszły trochę jesienne w klimacie. Tak mi już tęskno do jesieni chyba.

Na wyzwanie Świata Pasji “Abecadło z pieca spadło” zrobiłam komplet trzech ATC z różnymi literkami, na papierach UHK Gallery:

Na wyzwanie ArtGrupy ATC “Jesień”:

Większa wersja TUTAJ.

I na wymianę z Kamilą zrobiłam ATC z liskiem, też jesienne:

Większa wersja TUTAJ.

A więcej jesiennych klimatów już 14 września na grupie ScrapElektrownia – bo zapraszamy na Powakacyjną Kreatywną Rozgrzewkę, więc będzie się działo 🙂

Sierpniowy scrap

2019-08-29

Kolejny miesiąc, zdjęcie i LO z tym zdjęciem. Wszystko sierpniowe. Na zdjęciu dziewczyny na placu zabaw w Trzebieży – tam jest takie jakby gniazdo i od paru lat robimy im zdjęcie w tym gnieździe. Ciekawe, jak długo jeszcze będą się tam mieścić.

Większa fotka TUTAJ.

Chorągiewki

2019-08-27

Kolejna stronka w travel journalu, który wcale nie zawiera zdjęć z podróży, tylko takie różne. Tę pracę zrobiłam na wyzwanie “Inspirująca trójka” z bloga Citrus Twist Kits – trzeba było zrobić pracę na ciemnym tle, użyć bannerka i przeźroczystej naklejki. Z tymi naklejkami było najtrudniej, bo nie lubię przeźroczystych, ale jakoś się udało.

Większa wersja TUTAJ.

A ostatni weekend spędziłam na Twórczym Końcu Lata we Wrocławiu, więc będę miała do pokazania trochę kreatywnych nowości 🙂

Scrapbooking jest moją pasją od 15 lat, a książki od zawsze. Ale recenzji nie bardzo lubię pisać, więc się z tym nie obnosiłam na blogu 😉 Niemniej jednak znalazłam teksty, które pisałam o książkach kiedyś na innego bloga, z którego zniknęły, a że nie straciły na aktualności, to będę wrzucać tutaj i może od czasu do czasu też coś nowego. No to zacznę dziś od polecenia paru fajnych kryminałów historycznych: kryminały „retro”, polskich autorów i dziejące się mniej więcej na terenie Polski, w granicach czasowych wieku XIX i początków XX. Z jednym wyjątkiem, bo ciekawy, a czasowo pasuje 😉

Zacznę od najbardziej znanych polskich serii kryminałów historycznych, które właściwie każdy miłośnik gatunku zna, ale dla porządku oraz dla nowych poszukujących warto o nich wspomnieć. Jest to przede wszystkim dziejący się we Wrocławiu z początku XX w. cykl Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku (tom pierwszy „Śmierć w Breslau”) – historie mroczne, ciężkie i zawikłane, a główny bohater zniszczony życiem i wcale nie pozytywny, ale za to skuteczny. Warto przeczytać, chociaż nie jest to coś, co można określić jako lekką literaturę. Drugi cykl (autorstwa Konrada Lewandowskiego, pierwsza część ma tytuł „Magnetyzer”) dzieje się mniej więcej w tym samym okresie, w dwudziestoleciu międzywojennym, ale (głównie) w Warszawie, a jego bohaterem jest komisarz policji Jerzy Drwęcki. Warszawa (i inne miasta, które odwiedza komisarz w sprawach zawodowych: Poznań i Katowice) jest świetnie i bardzo żywo opisana, podobnie jak pojawiające się na kartach kolejnych powieści postacie. Czytając ma się wrażenie zwiedzania przedwojennych miast, przyglądania się ich mieszkańcom, domom, zwyczajom. Do tego w każdym tomie dobra kryminalna intryga, a całość potraktowana nieco lżej, niż u Krajewskiego. I jeszcze do kompletu Marcina Wrońskiego cykl o komisarzu Maciejewskim, zaczynający się w latach 30 w Lublinie (pierwszy tom „Morderstwo pod cenzurą”). Znowu trochę mroczniejsze i poważniejsze klimaty, zwłaszcza w kolejnych częściach, gdy docieramy do czasów II wojny i powojennych. Bez żartów, ale bardzo dobrze napisane.

Oprócz powyższych wielotomowych serii jest też sporo mniej znanych, a równie dobrych kryminałów, dziejących się w czasach historycznych. Szczególnie polecam cykl o Janie Morawskim autorstwa Katarzyny Kwiatkowskiej (tom pierwszy „Zbrodnia w błękicie” w tej chwili jest 5 tomów). Akcja ma miejsce pod koniec XIX w. w Wielkopolsce, główny bohater to podróżnik i detektyw-amator, Jan Morawski, który swoimi detektywistycznymi zdolnościami służy przyjaciołom w potrzebie. Autorka świetnie opisuje szlacheckie dwory i ich mieszkańców – również to, w co się ubierali i co jedli (ach! Nie da się tego czytać na głodnego!), co dodaje opowieściom realizmu i sprawia, że czytając naprawdę zanurzamy się w tamtym świecie. W ostatnim tomie “Zgubna trucizna” jest cudownie sportretowane wielkopolskie mieszczaństwo i w ogóle funkcjonowanie ówczesnego miasta, bo akcja przenosi się do Poznania. Najsłabszy jest tom “Zobaczyć Sorrento i umrzeć”, ale zasadniczo sposób prowadzenia śledztwa oraz rozwiązania zagadek są we wszystkich częściach całkiem dobrze opisane.

Jeszcze inne rejony są tłem dla książek Piotra Schmandta – Wejherowo, małe miasteczko na obrzeżach Prus Zachodnich, na samym początku XX w. , opisane równie barwnie i dokładnie jak Wielkopolska u Kwiatkowskiej, to scena „Pruskiej zagadki”. Tutaj główną rolę gra mieszczaństwo, poznajemy społeczne układy, zależności między rzemieślnikami, kupcami, przedstawicielami władzy – reprezentowanej przez przybyłego z samego Berlina inspektora Ignaza Brauna, który stara się rozwiązać sprawę brutalnego morderstwa. Druga książka z tego cyklu, „Fotografia”, oraz dziejący się w Wolnym Mieście Gdańsku „Gdański depozyt” są moim zdaniem nieco słabsze pod względem intrygi kryminalnej, ale i tak warte przeczytania. Pozostałych tomów (“Fabryka Pokory” z cyklu o inspektorze Braunie i “Bóg zasnął?” z cyklu gdańskiego depozytu) jeszcze nie czytałam, więc nie wiem, jak tam z jakością.

Kolejne nieduże miasteczko i kolejna seria morderstw – Kalisz w XIX w., opisany w książkach Anety Ponomarenko „Strażnik skarbu” i „Dom śmierci”. Można powiedzieć, że tutaj autorka posunęła się odrobinę za daleko w drobiazgowym odtwarzaniu przeszłości, bo w książkach co rusz znajdziemy szczegółowe opisy historycznych wydarzeń i budynków, ale jest też interesująco przedstawione śledztwo z czasów, gdy o odciskach palców mało kto słyszał (ale jednak ktoś słyszał) oraz dramatyczna, krwawa historia poszukiwania ukrytego, nieznanego skarbu, której ślad znaczą liczne trupy.

Dla osób, którym kryminały historyczne szczególnie przypadną do gustu i będą chciały więcej, jeszcze parę pozycji, które może nie są aż tak rewelacyjne, ale całkiem sprawnie napisane i przyjemne w czytaniu: Anna Trojan „Jak makiem zasiał” (koniec XIX w, Mazowsze, dziwne zdarzenia na lokalnym cmentarzu, a wkrótce i świeże zwłoki), Alicja Pruś „Lalki” (Warszawa z czasów Wokulskiego, sporo nawiązań, chociaż sam wątek kryminalny niezbyt przekonujący), Paweł Jaszczuk, cykl o Jakubie Sternie (lata 30, wschodnie obszary Polski, dość drastyczne morderstwa).

I na koniec zostawiłam smakowitą serię niepolskiego autora, ale wciągającą bardzo. Frank Tallis i jego cykl „Zapiski Liebermanna” (tom pierwszy „Śmiertelna intryga”) dzieje się w Wiedniu na samym początku XX w. Inspektor Reinhardt, poważny policjant i ojciec rodziny, o pomoc w rozwikłaniu tajemniczych zbrodni prosi przyjaciela – młodego lekarza psychiatrę, ucznia Zygmunta Freuda. Doktor Liebermann, posiłkując się świeżą teorią psychoanalizy, zgłębia zagadkę morderczego umysłu. Wszystko to na tle cudownie opisanego Wiednia, jego architektury, muzyki, panujących tam stosunków społeczno-rodzinnych i, oczywiście – kawiarni! Kolejne książki utrudniające dietę! Seria zawiera 5 tomów, jest rewelacyjnie napisana, każda kolejna odsłona pozwala nam lepiej poznać bohaterów, pokazuje kolejne szczegóły z ich życia zawodowego i prywatnego, a jednocześnie towarzyszyć im w rozwiązywaniu trudnych, zagadkowych często spraw kryminalnych ówczesnych czasów. A na dodatek BBC właśnie kręci serial w oparciu o ten cykl. Profit.

I to tyle na dziś, w zanadrzu mam jeszcze teksty o książkach sensacyjnych i fantastycznych z silną postacią kobiecą 😉

A jeśli inni miłośnicy kryminałów, nie tylko historycznych i nie tylko polskich, mogliby podrzucić w komentarzach jakieś swoje polecane tytuły, to byłabym ogromnie wdzięczna 🙂

Śniadanko

2019-08-19

Jest taki jeden sposób na absolutne uszczęśliwienie mnie. Zabrać mnie na pyszne śniadanie, którego nie będę musiała sama robić, które mi ktoś podstawi pod nos. Och, jak ja to lubię! Na zdjęciu kawałek z takiego śniadania, niestety – zeszłorocznego! W tym roku jeszcze nie zostałam rozpieszczona… zostały wspomnienia 😉

Większa wersja TUTAJ.

Niewiele dodatków, bardziej postawiłam na kolory:

A LO zrobione jest wg mapki z CitrusKitTwist #sundaysketch

Wpadło mi w oko wyzwanie katkowe na Daring Cardmakers – trzeba zrobić pracę z użyciem różnej ilości elementów – coś musi być jedno, czegoś dwa, czegoś trzy, aż do pięciu. I tak trochę na rozgrzewkę po wakacjach zrobiłam karteczkę.

Papiery z kolekcji LightHouse UHK Gallery

Jest tu tak: jeden napis, dwa kwadraty w tle, trzy muszle, cztery kółka i pięć kropek akrylowych. Nie ma szału, ale dawno nie robiłam kartek i chyba trochę muszę poćwiczyć 🙂

Na bazie travel journala, czyli takiego małego notesiku, powstają u mnie wpisy nie całkiem podróżnicze, chociaż czasami też. Różne po prostu, jak mi do zdjęcia albo pomysłu pasuje. Podoba mi się ta ograniczona ilość miejsca do zagospodarowania. No i przechowywać łatwiej, a po ponad 13 latach tworzenia LOsów to jest całkiem istotna sprawa 😉

Do tworzenia wpisów w travel journalu inspirują mnie mapki od @weiweiwang_12 z instagrama oraz cudowne minimalistyczne wpisy Pinezki.

Z lipcową mapką powstało takie coś:

Większe zdjęcie TUTAJ.

A wcześniej jeszcze takie dwa wpisy były:

Większa wersja TUTAJ.
Większa wersja TUTAJ.

Jeśli znacie jakieś blogi z mapkami/wyzwaniami do travel journali, to chętnie przygarnę, bo szukam inspiracji 🙂

Czarny piesek

2019-08-06

Czarnemu pieskowi ciężko jest zrobić dobre zdjęcie, żeby jego mordka była wyraźna – w każdym razie jest to trudne przy moich ograniczonych fotograficznych umiejętnościach. Ale czasem się udaje. Na poniższym LO czarny piesek ozdobiony stokrotkami.

Większe zdjęcie TUTAJ.

Misia ma siwy pyszczek nie dlatego, że jest stara, bo ma ok. trzy lata, ale raczej ze schroniskowego stresu, tak mówi pani weterynarz. Wszyscy bardzo Misię kochamy.